Niemieckie przygotowania do ataku

    Bezpośrednim przeciwnikiem „obszaru umocnionego Górnego Śląska” był niemiecki VIII Korpus Armijny dowodzony przez gen. piech. Ernsta Buscha, w skład którego wchodziły 8 Dywizja Piechoty (dowódca gen. leut. Rudolf Koch-Erpach; ześrodkowana w rejonie Gliwic), 28 Dywizja Piechoty (dowódca gen. leut. Hans von Obstfelder; ześrodkowana w rejonie Pilchowic), 5 Dywizja Pancerna (dowódca gen. płk Heinrich von Viettinghoff-Scheel; ześrodkowana w rejonie Rud Raciborskich) i 2 Pułk SS „Germania (dowódca dowódca Standartenf-hrer SS Carl Maria Demelhuber; ześrodkowany w rejonie Sośniowic). VIII KA wchodził w skład Grupy Armii „Południe” dowodzonej przez gen. płk Gerda von Rundstedta. Działania Niemców miały wspierać siły lotnictwa należące do 4 Floty Powietrznej (2, 77 pułk lotnictwa nurkującego, 4 pułk bombowy oraz 2 pułk szkolny).

    Zadaniem VIII KA było przełamanie centrum frontu śląskiego i obejście linii stałych fortyfikacji od południa, czyli na jednym ze skrzydeł. Dokładnie tak, jak się tego obawiali Polacy. Dlatego też kierunkiem uderzenia niemieckiej 5 Dywizji Pancernej była Pszczyna, a dwóch dywizji piechoty Mikołów. Niemcy nie planowali bezpośredniego uderzenia na pierwotny, 22 kilometrowy odcinek polskich fortyfikacji, gdyż doskonale zdawali sobie sprawę z jego siły i strat, jakie musieliby ponieść. Nie ulega jednakże wątpliwości, że znali dokładną lokalizację wszystkich schronów, a nawet ich uzbrojenie. Był to efekt doskonale działającego niemieckiego wywiadu. Dla przykładu naczelny geometra zarządu dóbr księcia von Pless z Pszczyny oraz technik zatrudnieni przy budowie fortyfikacji okazali się niemieckimi szpiegami, za co zostali osądzeni i rozstrzelani.

   Jednak Armia „Kraków” miała poważniejszego przeciwnika, choć wydawałoby się, że na pozór jest inaczej. Chodzi mianowicie o niemieckie bojówki nazywane Freikorps „Ebbinghaus. Otóż ich celem było wniknięcie w głąb polskiej obrony, sparaliżowanie jej i przejęcie miejsc ważnych strategicznie przed nadejściem regularnych jednostek Wehrmachtu. Pośrednim celem było też wiązanie walką rozlokowanych w schronach jednostek wojskowych, by nie mogły one być użyte gdzie indziej. Uderzenie ludzi w cywilnych ubiorach, dobrze uzbrojonych, doskonale znających teren, atakujących zazwyczaj z ukrycia, było szczególnie niebezpieczne. Już od połowy sierpnia zaczęły się mnożyć akcje dywersyjne, które powodowały ogromne napięcie we wzajemnych polsko-niemieckich stosunkach.

  Częstym zjawiskiem stały się napady niemieckich dywersantów na urzędy celne i posterunki polskiej Straży Granicznej. Tak stało się w Makoszowych (23 sierpnia), Gierałtowicach i Krywałdzie (24 sierpnia), Chwałęcicach, Dzwonowie, Suminie i Zwonowicach (25 sierpnia), Szczygłowicach (27 sierpnia) czy w Brzeziach (28 sierpnia). Często napadano na Kończyce-Pawłów (obecnie część Zabrza). Wzmagały się napady na polskich policjantów, a czasem i na cywilne osoby, podrzucanie bomb i wiele innych aktów terroru. To wzmagało wzajemną nienawiść, co zaowocowało różnymi akcjami strony polskiej. Dodać do tego należy również wiele niemieckich akcji prowokacyjnych, jak chociażby najbardziej znana prowokacja gliwicka. Tak też nastroje na Śląsku po obydwu stronach granicy nie były najlepsze. Niemiecka propaganda, hałaśliwa i agresywna, znajdowała dość szeroki posłuch. W lecie 1939 roku zjawiskiem nagminnym stały się ucieczki polskich obywateli na niemiecką stronę Śląska. Częstym zjawiskiem były dezercje z szeregów Wojska Polskiego. Dotknęło to nawet 23 Górnośląską Dywizję Piechoty, ze składu której ubyło kilkaset osób. Niektórzy z nich brali potem udział w agresji na Polskę, często jak członkowie Freikorps „Ebbinghaus”.