Walki 23 Dywizji Piechoty i 55 Dywizji Piechoty Rezerwowej

    Natarcie niemieckiego VIII Korpusu Armijnego (8 Dywizji Piechoty i 28 Dywizji Piechoty) na lewe skrzydło Grupy Operacyjnej „Śląsk" (dowódca gen. bryg. Jan Sadowski) przyjęło charakter zmasowanego działania piechoty i artylerii. W ciągu 1 września wywiązała się bardzo silna walka ogniowa na całym odcinku polskiej 55 Dywizji Piechoty Rezerwowej (dowódca płk Stanisław Kalabiński) oraz od wzgórza 341 (na zachód od Mikołowa) aż do rzeczki Gostyńki. Szczególnie uporczywy niemiecki nacisk szedł na wyrwę w środku tego odcinka. Prócz tego oddział rozpoznawczy niemieckiej 28 Dywizji Piechoty (dowódca gen. leut. Hans von Obstfelder) przeniknął pod Kobiórem w głąb polskiego ugrupowania, jednak stawił mu dzielny opór pluton pionierów z 201pp. Około południa przybyło tam i odrzuciło Niemców zgrupowanie dowódcy 201pp, ppłk-a Władysława Adamczyka. W składzie jego zgrupowania znajdowały się pododdziały specjalne i batalion Obrony Narodowej „Oświęcim" (z 203 pp), później wzmocnione przez 5 baterię 23 pal kpt. J. Sztranca oraz częściami wycofanych z przedpola batalionów mjr-a W. Mażewskiego i T. Kwiatkowskiego w sile dwóch kompanii z dwoma cekaemami. Zadaniem zgrupowania dowódcy 201pp, ppłk-a Władysława Adamczyka było utrzymanie za wszelką cenę Kobióru. O godz. 17 wyszło na Kobiór natarcie niemieckie, lecz zostało odparte, a bateria Sztranca zniszczyła siedem czołgów. W czasie walk pod Mikołowem zapisała się chlubnie mikołowska kompania batalionu Obrony Narodowej „Katowice" kpt Tytusa Wikarskiego, składająca się z samych Górnoślązaków, która przez dwa dni broniła bohatersko wzgórza 341, tracąc przy tym 50% swego stanu. Kompania ta mimo skrajnego wyczerpania walką i poniesionych strat prosiła o pozostawienie na pozycji. Jej żołnierze nie chcieliby zluzowani.

    Gen. Jen Sadowski, dowódca Grupy Operacyjnej „Śląsk”, utwierdziwszy się w przekonaniu, że nieprzyjaciel kieruje główny swój wysiłek na korytarz „mikołowski" oraz wzdłuż Gostyńki, zdecydował się przesunąć do rejonu Tych swój główny odwód, to jest większość sił 23 Dywizji Piechoty (dowódca płk dypl. Władysław Powierza) w składzie pięciu batalionów piechoty i III dywizjonu 23 pal. Przeznaczony do tego zgrupowania II batalion/11pp został przewieziony z północnego skrzydła autobusami, bowiem w rejonie Tarnowskich Gór zgrupowanie dowódcy 11pp płk dypl. Henryka Gorgonia jak na razie dobrze sobie dawało radę ze słabym natarciem czołowych elementów brandenburskiej 68 Dywizji Piechoty (dowódca płk Georg Braun; VII Korpus Armijny; 14 Armia). Tak więc w dniu 2 września od samego rana na Górnym Śląsku zawiązywała się ciężka i skomplikowana walka Grupy Operacyjnej „Śląsk” gen. Sadowskiego z naporem Niemców na Mikołów, Wyry i Kobiór.

    III batalion/73pp już wieczorem w dniu 1 września przybył do lasu Wyry i wszedł w kontakt bojowy z nieprzyjacielem, który wdarł się do lasu od rzeki Gostyńki. Ppłk Piotr Sosialuk zdecydował się cofnąć na wzgórze 280, na północny wschód od Żwakowa i tam się bronić. Zważywszy na ciężką sytuację 73pp, dowódca 23 Dywizji Piechoty (dowódca płk dypl. Władysław Powierza) zarządził przeciwnatarcie 75pp przy wsparciu pociągu pancernego nr 54 prowadzone od stacji kolejowej Tychy wzdłuż toru w kierunku na Żwaków. Przeciwnatarcie 75pp ruszyło około godz. 10.00. Postępowało ono jednak zbyt powoli, więc w godzinach popołudniowych dołączył do niego uderzający z kolumny batalion I batalion/73pp. Około godziny 17.00 opanowano Żwaków i zanim wszystkie oddziały zebrały się w tym rejonie, zapadł zmierzch. Jednak potężne ześrodkowanie artylerii niemieckiej na Mikołów, przypominające swym natężeniem zmasowany ogień pod Verdun świadczyło, że tam zmierza główny wysiłek napastników. Toteż większość sił polskiej artylerii, czyli łącznie 14 baterii, w tym pięć ciężkich i jedna forteczna, kładły swoją zaporę ogniową na kierunku mikołowskim, hamując posuwanie się niemieckiej piechoty.

    Tymczasem około godz. 13.00 gen. Sadowski został wezwany do telefonu przez południowego sąsiada, gen. Bernarda Monda, którego oddziały prowadziły ciężką walkę z czołgami niemieckiej 5 Dywizji Pancernej (dowódca gen. płk Heinrich von Viettinghoff-Scheel; VIII KA, 14 Armia) pod Pszczyną. Wcześniej niemiecka dywizja pancerna na południu przez Rybnik i Żory uderzyła, rozbiła i zniszczyła większość sił I/75pp w Rybniku i kompani Obrony Narodowej „Rybnik” wraz z 5 bat. II/23pal w Żorach. Ich utrata (wg ówczesnych meldunków –całkowita) spowodowała pustkę taktyczną w tym rejonie., którą Niemcy błyskawicznie wykorzystali. Chwilę przedtem dowódca Grupy Operacyjnej „Śląsk" dowiedział się, że działająca na północ od lasów świerklanieckich Krakowska Brygada Kawalerii (dowódca gen. bryg. Zygmunt Piasecki) pod uderzeniem niemieckiej 2 Dywizji Lekkiej (dowódca dowódca gen. leut. Georg Stumme; XV KA, 10 Armia) opuściła swoje pozycje pod Woźnikami i odeszła na Zawiercie, otwierając tym drogę dla szybkich jednostek niemieckich na skrzydło i tyły grupy. Wobec tego gen. Sadowski skierował do Siewierza swoją kawalerię dywizyjną i kompanię kolarzy z 23 Dywizji Piechoty pod dowództwem mjr B. Rostowskiego w celu ubezpieczenia swego północnego skrzydła. W tym momencie jeszcze silniejsze zagrożenie powstawało od strony południowej. Broniący się pod Kobiórem ze swym zgrupowaniem ppłk Adamczyk meldował, że ma już niemieckie czołgi na swoich tyłach. W tym położeniu gen. Sadowski przerzucił tam transportem samochodowym żołnierzy z 203pp (bez dwóch batalionów) dowodzonych przez ppłk-a Rogalskiego, wspartych II dywizjonem/65 pal mjr-a F. Talarczyka, przesuniętych ze stanowisk pod Czeladzią w rejon miejscowości Kosztowy, na południe od Mysłowic, z zadaniem zamknięcia kierunków prowadzących z Pszczyny i zabezpieczenia mostu na Przemszy.

 

Po pierwszym rozpoznawczym ataku nieprzyjacielskiej piechoty, który odparliśmy bez większego trudu, odezwała się ich artyleria, niewiele nam jednak zdołała zaszkodzić, gdyż przeniosła ogień ponad nami. Drugie natarcie odpieramy, chociaż przeciwnik mocno naciska jakby zadziwiony, że spotkał się z oporem z naszej strony. Nadlatują samoloty, wobec nich jesteśmy praktycznie bezbronni, próbujemy wprawdzie do nich strzelać, ale żaden z tego skutek. Gdzieś w południe otrzymujemy nieoczekiwane posiłki. Dołącza do nas kompania Powstańczej Samoobrony, dowodzona przez Ryszarda Bąka i Bernarda Krawczyka, która wycofała się znad granicy jeszcze w godzinach porannych. Przybywają w samą porę, bo mamy poważne straty. Dowiadujemy się od powstańców, że walczą z nami żołnierze 38 pułku piechoty niemieckiej piechoty, są dzielni i odważnie atakują trzeba im to przyznać, ale mają w nas twardy orzech do zgryzienia. Noc z 1 na 2 września mija nam spokojnie, nie licząc pojedynczych wystrzałów i przygnębiającej łuny na horyzoncie. Niemcy podobno w ten sposób odsłaniają sobie przedpole”

                                                                                            Fragment relacji Dominika Hermana

                                                                                                   szeregowca z III/201pp

Jednostki i bitwy

Jednostki:

Bitwy: