Obrona Węgierskiej Górki

      W dziejach polskiego oręża na trwałe zapisała się bohaterska obrona Węgierskiej Górki. Cztery niewykończone schrony bojowe (na 16 planowanych) obsadziła tu kompania forteczna kpt Tadeusza Semika w sile 4 oficerów, 14 podoficerów i 52 szeregowych z 2 działami 75 mm, 3 działkami ppanc., 10 cekaemami i 3 erkaemami. Ten 70-osobowy zespół ludzi, w przeważającej części górali żywieckich i podhalańskich, zmusił niemiecką 7 Dywizję Piechoty (dowódca gen. mjr Eugen Ott; XVII KA, 14 Armia) do rozwinięcia sił głównych i do 20-godzinnej krwawej walki, zanim mogła ona posunąć się dalej w głąb Polski. Część tej niemieckiej dywizji przeprowadził przez Bielsko w kierunku na Korbielów i przez Lipowską w kierunku na Węgierską Górkę niemiecki konfident, Gustaw Pustelnik. Druga jej część uderzyła czołowo na oddział KOP kapitana Gruchały, który bronił się na przełęczy Jabłonkowskiej i w Zwardoniu. Po złamaniu polskiego oporu Niemcy z impetem ruszyli naprzód, lecz tu zatrzymał ich ogień fortów Węgierskiej Górki i batalionu KOP „Berezwecz". Trzeba było zorganizować nowe działanie.

     Natarcie niemieckiej 7 Dywizji Piechoty (dowódca gen. mjr Eugen Ott; XVII KA, 14 Armia) rozpoczęło się w dniu 2 września około godz. 14.00. Silny ostrzał niemieckiej artylerii starał się zniszczyć fortyfikacje na linii wzgórz Węgierska Górka-Żabnica. Z polskiej strony strzelała 3-działowa bateria górska kpt A. Dunilla-Żuchowskiego i bateria haubic z III dywizjonu/65 pal kpt J. Podczaskiego. Po dwóch godzinach kanonady Niemcy ruszyli do natarcia, lecz znów zostali zmuszeni do wycofania się na podstawę wyjściową. Postanowili wtedy zdobywać każdy fort oddzielnie. W tym celu utworzyli specjalne grupy szturmowe, wzmocnione drużynami saperów i miotaczami płomieni. Pod ogniem polskiej obrony bardzo powoli posuwali się naprzód i o zmierzchu zalegli przed zasiekami. Dopiero pod osłoną ciemności zdołali w kilku miejscach przeniknąć na tyły obrony. Około godz. 19.00 płk Gaładyk rozkazał opuścić pozycję i wycofać się do Oczkowa.

      Z kompanii „Węgierska Górka" tylko załoga fortu artyleryjskiego „Waligóra" odeszła z batalionem KOP „Berezwecz". Brakło jej zresztą amunicji artyleryjskiej. Natomiast załogi pozostałych trzech schronów bojowych wraz z fortem centralnym „Wędrowiec", którego bronił kpt Semik z czterema podoficerami i 15 strzelcami oraz część batalionu KOP nie otrzymały rozkazu i broniły się dalej w okrążeniu. Forty nie miały połączeń telefonicznych między sobą ani z dowództwem.

     W nocy pod fort dowódcy kompanii podeszło od tyłu 40 niemieckich szturmowców. Załoga ledwie zdołała zaryglować drzwi. W walce wręcz wytłuczono granatami wszystkich Niemców, ale z polskiej strony padli strzelcy Kulpa i Flis, a rany odnieśli Kostruba i Kozak. Nieprzyjaciel jeszcze trzy razy usiłował obezwładnić obrońców, ale bezskutecznie. Od rana 3 września wokół schronów słychać było detonacje granatów ręcznych. Niemcy, wykorzystując martwe pola ognia, dostawali się w bezpośrednie sąsiedztwo fortów. Dawał się boleśnie odczuwać brak w polskich schronach kopuł pancernych, których nie zdążono zamontować. O godz. 8.30 padł na zachodnim brzegu Soły fort „Włóczęga", broniony przez 17-osobową załogę pod dowództwem ppor. Małkowskiego. Już po poddaniu fortu zdrajca Strauch zastrzelił kpr Wiśniewskiego, a Niemcy zabili strz. Sprychę. Zamilkły również pozostałe dwa gniazda cekaemów z batalionu „Berezwecz", które dotychczas z doskonale zamaskowanych stanowisk zadawały Niemcom duże straty. Lewoskrzydłowy fort „Wąwóz" pod dowództwem ppor. Chludzińskiego został uciszony zniszczeniem działka ppanc. i odtrącaniem lufy od cekaemu. Fort „Wędrowiec" bronił się w osamotnieniu, bez pomocy ogniowej sąsiadów.

    Niemcy przedostawali się na strop schronu i przez szczelinę wrzucali do środka wiązki granatów lub dynamit. Od czoła niemieckie działka ppanc. biły bezpośrednio do strzelnic i drzwi pancernych. Sierż. Raczyński usiłował z wierzchu fortu oczyścić przedpole, lecz został przeszyty serią. Obrona fortu straciła sens. Kapitulację garstki Polaków Niemcy musieli okupić stratą około 500 zabitych i rannych.

     Załoga schronu „Wąwóz" dotrwała do zmroku i opuściła go, gdy Niemcy odeszli do tyłu. Do zmroku też pozostały na zajmowanych stanowiskach l i 2 kompanie batalionu „Berezwecz" pod dowództwem kapitanów A. Chrzanowskiego i T. Kadego. Pod osłoną ciemności odeszły one przez Lipowe, Pietrzykowice i Sołę na Oczków. W drodze natrafiły na kolumnę niemiecką i stoczyły z nią we wsi Zadziele zacięty bój, w którym poległo 16 żołnierzy polskich i 47 Niemców. Część żołnierzy z tych kompanii przebiła się do Andrychowa i dołączyła do 21 Dywizji Piechoty Górskiej gen. Józefa Rudolfa Kustronia. Część żołnierzy wycofała się do Beskidu Śląskiego i walczyła na głębokich tyłach Niemców do połowy września.

Jednostki i bitwy

Jednostki:

Bitwy: